Wiara w ochronie środowiska – M.Palmer i V.Finlay

Fragment książki „Wiara w ochronie środowiska: nowe podejścia w religiach i ochronie środowiska” Martina Palmera i Victorii Finlay, opublikowanej przez Bank Światowy w Waszyngtonie, D.C., październik 2003 r.

Wyobraź sobie, że jesteś zajęty sadzeniem drzewa, kiedy ktoś przerywa ci mówiąc, że przybył Mesjasz i rozpoczyna się koniec świata. Co wtedy robisz? Rabini opowiadający tą tradycyjną żydowską opowieść radzą, abyś najpierw dokończył sadzić drzewo, a dopiero potem udał się sprawdzić, czy nowiny są prawdziwe. W islamskiej tradycji występuje podobna historia, która przypomina wierzącym, że jeśli Dzień Sądu Ostatecznego zastanie ich niosących sadzonkę palmy, nie powinni zapomnieć o jej zasadzeniu.

Istnieje pewne napięcie w świecie ochrony środowiska pomiędzy tymi, którzy chcą nam głosić, że koniec jest bliski i tymi, którzy chcą nas zachęcić do sadzenia drzew dla potomnych. Na przykład w 1992 roku w każdym oświadczeniu prasowym poprzedzającym to wydarzenie, mówiono nam, że Szczyt Ziemi odbywający się w Rio de Janeiro był „ostatnią szansą dla świata na samoocalenie”. I rzeczywiście, wiele ważnych raportów publikowanych przez instytucje ekologiczne maluje przerażający obraz nadciągającego zniszczenia – w szczerym zamiarze zaszokowania ludzi w celu podjęcia odpowiednich działań.

Rok za rokiem, grupy te zbierają informacje, które pokazują ponad wszelką wątpliwość, że części naszej żyjącej planety powoli, lecz nieubłaganie są ograniczane, zanieczyszczane, wyławiane, wybijane, zabudowywane, wycinane, usuwane, lub – określając to w najbardziej przerażający sposób – po prostu „utracone”. Jest coraz bardziej oczywistym i wciąż szokującym, fakt, że ludzka działalność wpływa (jeśli go nie stworzyła) na wzrost globalnego ocieplenia; wyginięcie wielu kluczowych gatunków mórz (dorsze są niemal wymarłe dzięki bezmyślnemu nadmiernemu wyławianiu); niszczenie całych lasów w przeciągu jednego pokolenia; przyspieszające rozprzestrzenianie się pustyń. Na całym świecie setki organizacji obserwuje, raportuje i analizuje pogarszające się zdrowie naszego świata i apeluje do natychmiastowego działania do każdego, kto zechce słuchać. Takie grupy często uciekają do bogatego języka biblijnego lub Wed (świętych ksiąg hinduizmu), gdzie przedstawiony w sposób apokaliptyczny koniec świata oddaje nasze lęki bardziej obrazowo niż jakikolwiek wykres lub statystyka są w stanie kiedykolwiek tego dokonać.

Język o silnym zabarwieniu emocjonalnym używany jest abyśmy czuli, że siedzimy na krawędzi – że, jak w słowach żydowskiej historii powyżej, koniec jest bliski. Przykładowo, Maurice Strong, generalny sekretarz Konferencji Narodów Zjednoczonych na temat Środowiska i Rozwoju, oznajmił w 2000 roku:

Jestem głęboko przekonany, że nowe millenium, w które właśnie wkraczamy, zadecyduje o losie gatunku ludzkiego…Trzy pierwsze dekady tego stulecia będą kluczowe. To nie tak, że mamy do czynienia z perspektywą wyginięcia jako gatunek w tym okresie, ale możemy ustalić nieodwołalny kierunek, który zadecyduje o przetrwaniu lub upadku ludzkiego życia, jakie znamy. Z pewnością boskie źródło wszelkiego życia, które większość nazywa Bogiem, nie mogło postawić nas przed bardziej paradoksalnym wyzwaniem.
Str. 15, Survey of the Environment, The Hindu, Channa, Indie 2000 r.

Jeśli kryzysy środowiskowe, przed którymi stoi świat, byłyby tylko zależne od informacji, wiedzy i umiejętności, wtedy bylibyśmy w stanie wyjść z tych niebezpieczeństw. Przez ponad 30 lat główne światowe instytucje, naukowcy, rządy i niektóre z największych organizacji pozarządowych (NGO) zbierali i analizowali dane na temat, w jaki sposób wykorzystujemy planetę. Od 1972 r. potężne konwencje gromadzą tych ludzi w celu omówienia stanu świata. Każdego roku Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody publikuje Czerwoną Księgę, rejestrującą w najdrobniejszych szczegółach ginące gatunki i środowiska. Na dzień dzisiejszy możemy omówić kwestie globalnego ocieplenia na bardzo szczególnych warunkach. Wykazy pokazują zagładę lasów tropikalnych, a utrata kluczowych siedlisk naturalnych na całym świecie opisywana jest w książkach i filmach.

Jednakże kryzysy są ciągle obecne. Faktem jest, że wiedza sama w sobie nie wystarczy. Jak pokazują dwie historie na początku tej przedmowy, wszystkie informacje muszą zostać umieszczone w szerszych ramach, aby nabrały większego sensu. Dla przykładu weźmy pod uwagę słynny przypadek niszczenia lasów tropikalnych. Na pierwszym ważnym posiedzeniu Narodów Zjednoczonych poświęconemu środowisku, które odbyło się w Sztokholmie w 1972 roku, naukowcy i ekolodzy przedstawili mocne prezentacje na temat problemu – wiele krajów sprzedawało własne lasy deszczowe dla gotówki (ze względu na ubóstwo, a także na oportunizm), aby znaleźć się potem w posiadaniu zerodowanych i zubożałych gleb. Eksperci przedstawiający ten problem założyli, że ich słuchaczom udzieli się ich zaniepokojenie tą stratą i powstrzymają wycinanie lasów. Ale nie były to ramy, którymi zainteresowani byli słuchacze. Szereg polityków i ludzi biznesu wrócił do swoich rozwijających się krajów i poinformował swoich przełożonych, że najwyraźniej są grupy skłonne zapłacić dobre pieniądze za ten cały las deszczowy – i tempo niszczenia lasów tropikalnych odczuwalnie wzrosło po Sztokholmie. Stało się tak częściowo dlatego, że posiedzenie otworzyło oczy niektórym ludziom na komercyjny potencjał tkwiący w ich lasach. Zarówno politycy jak i ekolodzy posiadali takie same dane. Mieli jednak różne założenia, inne wartości i inne podstawy.

Ostatecznie kryzys ekologiczny jest kryzysem umysłu. I podobnie, odpowiedni postęp jest ostatecznie odpowiednim rozwojem umysłu. Widzimy, robimy i jesteśmy tym jak myślimy, a to jak myślimy jest kształtowane przez naszą kulturę, wiarę i przekonania. Jest to przyczyna powstania jednego z najbardziej niezwykłych ruchów w ostatnich dekadach. Jeżeli informacje ekologów potrzebują ram wartości i przekonań, aby zadziałać, to gdzie lepiej zwrócić się po sprzymierzeńców, jeśli nie do oryginalnych wielonarodowych, największych międzynarodowych zgrupowań i organizacji ludzkich? Dlaczego nie zwrócić się do głównych religii świata?

Jest to dokładnie to, co w 1986r. zrobił Światowy Fundusz na rzecz Przyrody (WWF), kiedy zaproszono pięć głównych wyznań – buddyzm, chrześcijaństwo, hinduizm, islam i judaizm – do Asyżu we Włoszech, do zbadania jak mogą działać na rzecz środowiska. Spotkanie to okazało się takim sukcesem, że w 1995r. Jego Królewska Wysokość Książę Edynburga, ówczesny prezydent WWF, stworzył nową organizację non profit, the Alliance of Religions and Conservation (Sojusz Religii i Ochrony Przyrody -ARC). Do 2000r. sześć kolejnych wyznań dołączyło do Sojuszu – bahaizm, taoizm, dżinizm, shintoizm, sikhizm oraz zaratustrianizm – co daje łączną sumę 11 religii, dzięki czemu ARC działa w prawie 60 krajach. Jego rolą jest pomoc przedstawicielom głównych religii w stworzeniu środowiskowych programów i projektów w porozumieniu ze zróżnicowanymi organami świeckimi, takimi jak WWF, BBC i Bank Światowy. Jako część Sojuszu, każde z wyznań sporządziło własną deklarację podsumowującą swoją relację ze środowiskiem naturalnym oraz przekonania na ten temat. Stwierdzenia te są zaprezentowane w części 2 tego tomu.

Przygotowana z pomocą Banku Światowego, książka ta pokazuje jak religie powinny działać i jak zaczynają to robić, w porozumieniu z ruchami ochrony środowiska i rozwoju, aby uczynić świat lepszym miejscem dla wszelkiego życia – lub, jak religie bardziej poetycko i być może bardziej wymownie nazywają to – wszelkiego stworzenia.

Tłum. A. Pacocha

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply